Chociaż Kawałek

6 typów polskich turystów odwiedzających Paryż

Ja się roztapiam. Ty pewnie też. Nie pomaga nawet lepki przeciąg od pootwieranych okien. Gdybyśmy znajdowali się bliżej siebie, to wymieszalibyśmy się ze sobą niczym dwa lody upuszczone na gorący chodnik. Słowo daję, że dwa stopnie więcej, a zacznę wypatrywać w okolicy dwóch hobbitów.

Każdy nieszczęśnik ograniczony tylko 26 dniami wolnymi, myśli teraz tylko o dwóch rzeczach – o urlopie i staniu się turystą. Po wykorzystaniu niemal całej porcji wolnego pozostają tylko krótsze, modne citybreaki. Jeśli jest się natomiast prawdziwym rekinem podróży, to można upolować przedłużone weekendy na latać czteryzadarmo.pl lub innym skanerze nieba*.

Zdjęcie przeszło trzystumetrowej stalowej konstrukcji na tle zachodzącego słońca przykuwa naszą uwagę i pod wpływem chwili kupujemy okazyjnie bilet do jednego z najpiękniejszych miast w Europie. Szkoda tylko, że lądujemy na jednym z najbrzydszych lotnisk. Bienvenue à Paris!

Schodząc na płytę lotniska zamieniamy się w jeden z poniższych typów turystów:

1. Madame/Monsieur

100 % Paryżanina w Polaku. Uzbrojony w rozmówki polsko-francuskie z uporem maniaka odmawia komunikowania się po angielsku (gdyby to jeszcze było możliwe!). Z zapałem wybąkuje zbitki samogłosek. Mimo to dla obu rozmówców wypowiedziane frazy to werbalny galimatias.

Na śniadanie zjada uroczego krosanta krłasąta croizanta? (ew. to ciastko co wygląda jak leniwiec) i niczym rasowy mieszkaniec francuskiej stolicy popija sokiem pomarańczowym. Wcale się tym nie najada i w zaciszu pokoju dopycha się  bagietką z importowanym pasztetem. Lunch w południe, następnie wielogodzinna głodówka zwieńczona napchaniem się niczym dziki wieprz. Leci na francuski akcent. Łatwy obiekt dla paryskich macho. Obowiązkowe atrybuty to beret, bluzka w paski i kieliszek czerwonego wina w garści.

2. Odhaczacz

Każdą minutę ma idealnie zaplanowaną w celu odfajkowania jak największej ilości atrakcji „must see”. Pobudka o czwartej rano, śniadanie w biegu, Notre Dame, Luwr, Panteon, Sorbona, Ogrody Luksemburskie, Pałac Inwalidów, Wieża Eiffla, Łuk Triumfalny i na koniec jeszcze rejs Sekwaną. Metronomem nadającym rytm takiemu dniowi są pstryknięcia aparatu. Późnym wieczorem rzucającemu się na hotelowe łóżko odhaczaczowi wypada z dłoni pokreślony notatnik z ptaszkiem przy każdym z 456369 zabytków. Jest tak zmęczony, że nie wie jak się nazywa, a tym bardziej co zobaczył minionego dnia.

3. Januszek

Znacie ten typ. Wzbudza powszechne oburzenie poprzez bezczelne umiejscowienie swojej osoby, obutej w skarpety i sandały, po lewej stronie ruchomych schodów. Dużą zmianą jest dzierżenie reklamówek z logiem Monoprix zamiast zwyczajowego uśmiechniętego owada.

Stojąc przed Żelazną Damą, znakiem firmowym Paryża, jedną z najbardziej rozpoznawalnych konstrukcji na świecie, najambitniejsze co potrafi z siebie wyrzucić to : „Hyhy ciekawe za ile dałoby się to opchnąć na złomie hyhy”.

4. Liczykrupa

Używając innej terminologii można go też nazwać dusigroszem lub osobą podróżują niskobudżetowo. Zazwyczaj 80% planu dnia zajmuje szukanie taniej miejscówki (pisząc „tania” mam na myśli taką poniżej 4 euro) żeby zjeść jak najwięcej za jak najmniej. Spanie w parku lub pod mostem nie stanowi problemu. Po co wynajmować pokój, skoro da się inaczej.

Prysznic? Zawsze można skorzystać z publicznej toalety, rżnąc głupa, że to jakaś dłuższa dwójeczka i opluskać się beztrosko w umywalce. Wszystko przelicza na własną walutę, a jak wiadomo to nie jest dobry pomysł w naszym przypadku. 3,5 euro za piwo wydaje się nieosiągalnym luksusem. Paryżanin nigdy by tego nie powiedział.

5. Smakosz

Rusza się od stołu tylko po to by zasiąść do innego stołu. Ciul z zabytkami, muzeami, parkami, uroczymi zakamarkami, liczy się tylko papu. Na widok menu z daniami, których jeszcze nie miał okazji skosztować, doznaje błogiego uczucia przypominającego dotknięcie nogą chłodnego kawałka kołdry w upalną noc. Wszystkie pieniądze zostawia w restauracjach zapominając o magnesie na lodówkę i pocztówkach dla przyjaciół. Czasem zdarzy mu się przywieźć jedną czy dwie, ale co one przedstawiają? Wołowina po burgundzku. Ślimaki. Fois gras. Bagietki. Sery. Koguta w winie.

6. X

Ty.

Ja sama w mniejszym lub większym stopniu, w różnych okresach, mogłam się identyfikować z każdym z powyższych typów. (Myśleliście, że drugie śniadanie z pasztetu na dopchanie to wymysł?)

Byłeś już w Paryżu i wpasowałeś się w któryś typ? Jeszcze nie byłeś, ale myślisz, że stworzysz nową odmianę polskiego turysty? A może jesteś hybrydą dwóch lub więcej? Podziel się!

*Dla mniej obeznanych z taniolotniczą terminologią: chodzi o strony fly4free.pl i skyscanner.pl

2 thoughts on “6 typów polskich turystów odwiedzających Paryż

  1. Chyba nie jestem żadnym z tych typów🤔 Nie nazwałabym się chyba turystą. Jestem jak kameleon dopasowuję się do otoczenia, nigdy nie zwiedzam z zegarkiem w ręku, potrafię oglądać jeden posąg kilkadziesiąt minut, siedzieć na skwerku godzinami i oglądać ludzi jak się zachowują, jaki jest ich sposób ekspresji, jak się komunikują. Niegdy nie mam parcia na zobaczenie wszystkiego, bo wychodzę z założenia, ze przecież nie jest to moja ostatnia podróż w życiu. Nie jestem tez dusigroszem, jeśli zajdzie konieczność prześpię się na dziko, albo wydam polowe pieniędzy na noc w luksusowym hotelu. Jestem chyba spontanicznym globtroterem, który delektuje się nową kulturą i nowym krajem jak smakosz albo degustator wina😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *